24 września 2010

Ostatnie dni w Paryżu

Ostatnie dni, ostatnie godziny, odliczam. Chce się tym moim odliczaniem nacieszyć, bo nawet nie było kiedy. O tym, ze przeprowadzamy się do centralnej Francji zadecydowało kilka ostatnich tygodni. Dwa ostatnie spędzamy w pustym mieszkaniu z plastykowymi naczyniami i dmuchanym łóżkiem, bo wszystkie rzeczy przeprowadziły się przed nami. Nie można powiedzieć, żeby stół zrobiony z kartonu był najbardziej szykownym meblem wszech-czasów, ale ma to swój papierowo - prowizoryczny szyk :) Jako, ze nie ma tez krzeseł ani stołów, a komputery stoją na książkach z biblioteki nie mam za bardzo motywacji nad ślęczeniem i obrabianiem zdjęć ( poza tym myszka średnio "chodzi" po wykładzinie ), moja dominującą aktywnością zatem stało się jeżdżenie metrem i robienie zdjęć, po trochu z przyczyn już wymienionych, po trochu z chęci uwiecznienia tych moich ostatnich dni paryskich.

Zawsze lubiłam urok street photo, chociaż w tym szczególnym mieście już co najmniej dwa razy musiałam z refleksem chronić aparat przed warunkowymi odruchami fotografowanych. Paryża na dobre nie opuszczam jednak i jego smrodliwe zakątki będę odwiedzać prawdopodobnie dwa razy w miesiącu, mimo to, spokojnie mogę powiedzieć (avec plaisir): Adieu Paris.

PS. Jak już będę na nowym, bardziej stabilnym gruncie, dodam więcej streetow.

1 komentarz:

gosia maik pisze...

co za zbieg okoliczności... dziś trafiłam przypadkiem, po linkach, na Twojego bloga, a z flickra znamy się od lat... a na dodatek właśnie wróciłam z Paryża. świat jest mały:)
pozdr
Gosia/lorien