Zaniedbałam nieco bloga, widocznie nie jestem stworzona do systematyczności :] Właściwie to ja za dużo piszę, to miał być fotoblog... Od ostatniego wpisu były święta, sylwester i pewnie z 6 sesji z człowiekami ;>, większość jakoś mnie nie rusza. Foty, które dziś tu zamieszczę są z grudniowego Off Festivalu. Gwiazda owego był Deerhoof. Perkusista był tak fotogeniczny, że właściwie zajmowałam się głównie nim :]
Żadnych fotek z Sylwestra nie będzie :) Czeka jeszcze na publikacje Lolitek (tak, rodzaj męski), ale na to trzeba jeszcze poczekać, mam ostatnio ciężkie dni :]
Post Scriptum (cholera, nigdy nie wiem jak się te człony ustosunkowują do dużych liter:P) : ostatnio zgłębiam zaniechany przeze mnie od lat trip hop. W tym miejscu podziękowania dla mojej mamusi, która kupiła mi ( a właściwie sobie) pierwszą kasetę Massive Atack! Właściwie dziwię się, że nie napisałam tu jeszcze nic o muzyce, chyba nie umiem. Chyba się nie da nie popadając w banał. si ja


Tak jak napisałam, tak zrobiłam, odsunęłam regały i kierowałam światło w sobie tylko znanych kierunkach, które wciąż się zmieniały, bo ciągle nie wychodziło tak, jak zamierzałam. No i to szkolne krzesło, które posiadam, pozostawia wiele do zyczenia w kwestii estetyzmu i wszystkiego właściwie. Wiekszość prac inspiruje mnie do myślenia nad kontynuacją, ale potrzebuję bardziej profesjonalnego tła, żeby móc się czymkolwiek chwalić... z drugiej strony podoba mi się kilka pierwszych zdjeć, zabarwionych nutą chaosu meblowego, przemieszaną z gumolitem w kolorze głębokiej zieleni. I właśnie je chciałam tu dziś pokazać.
A właściwie światło w kontrze. To moje najnowsze zajęcie z flashem. Właściwie dopiero się uczę co i jak, niestety ogranicza mnie brak miejsca, jak to w akademiku i dlatego skupiłam się na detalach i małych
fragmentach, chociaż i tak na jedno ze zdjęć wkradła się lampa postawiona na ziemi. Dzisiaj będę dalej próbować, tym razem jednak odsune jakieś zbedne regały.


To marzenie wczoraj zostało na kilka godzin spełnione! Jeden z fotografów ze strony Max Models miał na mnie pewien pomysł. Wymyślił sobie, że dobrze będę wyglądała z szablą, w stroju szlacheckim lub bardzo do niego zbliżonym. Kilka dni wcześniej wyruszyliśmy więc na szmateksowe łowy. Wczoraj odbyła się sesja. A oto jej owoce, póki co kilka, ale dokleję jeszcze, jak już sama wejdę w ich posiadanie.

Chyba to, czego się najmniej spodziewałam, to fakt, że pozowanie to jest jednak ciężka praca, a jakże! 
Stać bez ruchu, nie mrugać, a tu wiatr wieje w oczy i łzy lecą, a na dodatek ja w cienkiej koszulinie z żabotem, a temperatura około 5 stopni plus leciutka mżawka i wiatr... ale o dziwo na mojej twarzy zimna nie widać :) Pierwsze foto było robione nad jeziorem, koło Zameczku Myśliwskiego w Kobiorze, a drugie na jednym z tarasików ów Zameczku. Ale to co było przed jest nieporównywalne z doznaniami, których doświadcza człowiek wewnątrz tej budowli. Wszystkie ściany bez wyjątku zapełnione są pogłowiem przeróżnych zwierząt: dzików, antylop, jest nawet bizon! Miałam też przygodę z jedna z wypchanych dzikich kaczek, ale o tym chyba lepiej nie mówić...
Najprzyjemniejszy był apartament...widok na jezioro, drewniane, stare meble, sekretarzyk z epoki i łóżko, a właściwie łoże z błękitną pościelą w pomieszczeniu przypominajacym trapez...